Chciałem napisać coś niemądrego

Naprawdę chciałem. OK, to co ja tworzę też nie zawsze ma znamiona intelektualnych esejów, ale mimo wszystko wydaje mi się, że zwykle przekazuję jakąś myśl. Staram się pisać o czymś. Niestety takich blogów czy szerzej mediów jest coraz mniej.

Niedawno odezwała się do mnie pewna firma kosmetyczna. Zaoferowała drogie kosmetyki i wynagrodzenie w zamian za opublikowanie postów na Instagramie i blogu. O ile ten pierwszy mogę przeżyć, bo zawsze uda się jakoś zgrabnie pokazać ładny flakonik, o tyle poważnie zacząłem myśleć w jaki sposób miałbym napisać o tym na swojej stronie. Pieniądze może w realiach Maffashion nie były zawrotne, ale na mnie zrobiły wrażenie, więc zacząłem zastanawiać się. Po raz pierwszy chyba w życiu zrobiłem reaserch po modnych blogach i… prawie umarłem. Gdy ja zaczynałem blogować liczyły się treść, dowcip, inwencja. Dziś wystarczy zrobić parę zdjęć, zamazać je filtrami, żeby już nic nie było widać, a potem ułożyć kilka przypadkowych zdań. Czasami zastanawiam się czy blogerki rzeczywiście istnieją, czy może jacyś sprawni informatycy zrobili sobie żart ze świata i stworzyli skrypt łączący nic nie znaczące zdania w całość. Oto kilka przykładów.

Wczoraj przyszła do mnie paczka od marki X.
Produkt był bardzo ładnie opakowany i widać, że włożono w to wiele serca.
Muszę przyznać, że produkt zrobił na mnie wrażenie.
To prawdziwa innowacja na rynku.
Jeszcze nigdy nie miałam tak dobrego produktu w ręku.
Nie wiedziałam, że można to też wykorzystywać w ten sposób.
To marka z tradycjami, lecz bardzo nowoczesna.
Chyba każda z nas chciałaby to mieć.

I tak w kółko. Wystarczy podmienić nazwę i recenzja gotowa.
To nie jest jednak wpis o tym, że nienawidzę (bo pewnie zazdroszczę – czekam na takie komentarze!) blogerek. Wcale nie, dziewczyny mają głowę do interesu i idą z prądem. No właśnie ten prąd jest przerażający. Nie to, że ludzkość zmierza donikąd, bo to akurat z pożytkiem dla świata, lecz to, że nikt z tym nic nie robi. Ludzie, którzy mówią o szaleństwie, w jakie wpadliśmy, są uznawani za szaleńców lub – i to gorsze określenie w dzisiejszym świecie – za nudziarzy.

Znamienne, że najbardziej normalną osobą na całym Facebooku wydaje mi się Barbara Santana. Tylko ona mówi wprost, że jesteśmy w procesie i musimy się z niego wyzwolić. Głupie? Naiwne? Zupełnie nie. Gdy wsłuchamy się w jej hipnotyczny głos to zrozumiemy, że ma ona więcej racji niż wszyscy publicyści razem wzięci.

W jednej z moich poprzednich redakcji w swoim tekście użyłem słowa składającego się z więcej niż trzech sylab. Redaktor prowadzący powiedział mi, że „nie będziemy tak pisać Patryk, bo ludzie tego nie zrozumieją”. Wtedy mną wstrząsnęło. Kiedyś dziennikarze mieli za zadanie pokazywać świat, a dziś większość z nich pokazuje jedynie ten fragment, który już wszyscy znamy. I tak jak w przypadku blogów – zmienia się tylko kolejność zdań oraz bohaterowie czy marki. Cool Kids Of Death śpiewało już dawno, że kręcimy się w kółko i właśnie oni, którzy, jak to można było wyczytać na opiniotwórczych blogach muzycznych, „sprzedali się”, mieli rację. Tym postem także wpisuję się w poetykę zastoju, jak postanowiłem ją umownie nazwać. Wszyscy w niej tkwimy od lat i chyba nikt jeszcze nie znalazł wyjścia z tej pułapki. A teraz idę wstawić zdjęcie na Instagram.

„Pobity za gender” – VICE Polska

„Mógłbym oczywiście na luzaku wieść życie wiecznego ironisty, śmiać się z mniejszości walczących o swoje prawa, dodawać zdjęcia jedzenia na Instagramie i interesować się jedynie modnymi serialami. Są tacy ludzie, znam ich i nawet niektórych lubię. Mnie to jednak nudzi. Mam w sobie taki gen, który nie pozwala mi siedzieć cicho, gdy ktoś krzyknie za mną na ulicy „pedał!” lub gdy taksówkarz chce na mnie zarobić stówę. Nie potrafię ukryć swojej godności za filtrami na Snapchatcie, więc muszę działać. A stygmatyzowanie patologii jest częścią tego działania.”

Co wydarzyło się na policji? Czym skończyło się spotkanie z przedstawicielami Sawa Taxi? Do przeczytania tutaj.

Dlaczego wilki są lepsze od ludzi?

Z każdą chorą akcją, jaka zdarza się mi lub moim znajomym, utwierdzam się w przekonaniu, że nasz gatunek jest skazany na klęskę z jednego oczywistego powodu – czystej głupoty. Dlatego coraz częściej skłaniam się ku myśli, że Ziemia to mogłaby być naprawdę sympatyczna planeta, gdyby nie było na niej homo sapiens sapiens.

WWF zainicjowało niedawno akcję „adopcji” wilków, do której z przyjemnością dołączam. Dlaczego akurat do tej? Ponieważ te zwierzęta są naprawdę wyjątkowe i o wiele lepsze od ludzi.

  1. Wilki trzymają się stadami (watahami). Ściśle ze sobą współpracują, lecz nie tracą przy tym na indywidualności, czyli zupełnie odwrotnie niż ludzie.
  2. Wilki dzięki niezwykłemu poczuciu wspólnoty pozostają lojalne nawet w sytuacjach ostatecznych, czyli zupełnie odwrotnie niż ludzie.
  3. Wilki nie są agresywne bez powodu i atakują tylko w celu zdobycia pokarmu, czyli zupełnie odwrotnie niż ludzie.
  4. Wilki są inteligentne, a przez to bardzo cierpliwe i ostrożne, czyli zupełnie odwrotnie niż ludzie.
  5. Wilki znają i rozumieją wolność, czyli zupełnie odwrotnie niż ludzie.

Ja już „adoptowałem” wilka. Teraz czas na Was. Do dzieła!

examplse_006-page-001

Taksówkarze kontra gender. Jak przeżyć jazdę Sawa Taxi

To miała być kolejna sobotnia noc. Spotkałem się z przyjaciółką, napiliśmy się wina, plotkowaliśmy. Później postanowiliśmy sprawdzić co dzieje się na mieście. Smutną rzeczywistością jest, że niezbyt bezpiecznie jeździć komunikacją miejską w nocy. Nie przypuszczaliśmy jednak, że to właśnie w taksówce może nas czekać piekło.

Wszystko zapowiadało się dobrze – taksówkarz przyjechał na czas, zabrał nas, zawiózł, zapłaciłem gotówką. Gdy wysiadaliśmy, ten zaczął mówić, że „upierdoliliśmy mu całą tapicerkę”. Fakt, nie było tam najczyściej, lecz wyraźnie ktoś coś rozlał w środku. My nie wchodziliśmy do auta z jakimikolwiek napojami. Postanowiliśmy przemilczeć oskarżenia taksówkarza i odejść. Nie jest tajemnicą, że ci uwielbiają naciągać klientów na jazdę okrężną trasą i inne rozrywki.

Przeszliśmy kawałek pieszo nie wiedząc, że taksówkarz jedzie za nami. W pewnym momencie wysiadł, podbiegł do nas i zaczęło się. „Oddawajcie kasę, pierdolone gender. Zajebaliście mi całe auto” – zaczął się wydzierać. Powiedzieliśmy zgodnie z prawdą, że to nieprawda. Ten zapowiedział, że wezwie policję. Nie mieliśmy nic do ukrycia, więc przystaliśmy na propozycję. Taksówkarz poza policją wezwał też kilkunastu swoich kolegów po fachu i zrobiło się naprawdę nieprzyjemnie. Zaczęli nas popychać, wyzywać, grozić. Krzyczeli, że pedały nie mają co szukać w tym kraju. „PiS z wami zrobi porządek”. Postanowiliśmy oddalić się do jakiejś knajpy niedaleko i przeczekać chorą sytuację. Wszystko działo się na placu Konstytucji, więc było gdzie się schronić. Taksówkarze zaczęli nas jednak popychać, drzeć nam płaszcze, kopać, szarpać za włosy. Na nasze argumenty, że nie mają ani podstaw, ani władzy by nas przetrzymywać ci odparli, że to „obywatelskie zatrzymanie”. Chyba naoglądali się za dużo amerykańskich filmów. Ostatecznie dostaliśmy gazem pieprzowym po twarzy z odległości zdecydowanie niezalecanej przez producenta. Zaczęliśmy się dusić, straciliśmy wzrok, wszystko nas piekło. Tak powitaliśmy stróżów prawa.

Ci zachowali się profesjonalnie. Spisali nasze dane, wysłuchali obu stron i… pojechali. Nie mieli podstaw, by cokolwiek nam zrobić. Taksówkarze podjudzali ich, żeby nas aresztowali, „albo przynajmniej na izbę wytrzeźwień!”, jak to krzyczał jeden z nich. Tymczasem, co przyznali nam stróże prawa, ani nie byliśmy w stanie totalnego upojenia, ani nie byliśmy agresywni. Powtórzę, że zapłaciliśmy za kurs (z napiwkiem!), a problemy zaczęły się dopiero później.

banner_1

Pan taksówkarz, numer boczny 85, źle trafił. Nie przypuszczał bowiem, że ktokolwiek będzie stawiał mu opór. Myślał, że wciśnie nam bajkę o brudnej tapicerce i zarobi podwójnie. Tymczasem mnie nie da się zastraszyć ani groźbami, ani gazem pieprzowym. Większość awantury nagrałem na dyktafon. Nagranie przedstawię jako dowód na policji. Myślę, że uda się też uzyskać jakieś nagrania wideo – w końcu to centrum miasta. Nie zamierzam tak zostawić tej sprawy i z pewnością spotkamy się z Sawa Taxi w sądzie. Tak, najśmieszniejsze jest to, że nie był to jakiś podrzędny przewóz osób, tylko właśnie Sawa Taxi – jedna z wydawałoby się lepszych stołecznych korporacji taksówkowych. Śmieszne, że na ich stronie hasłem reklamowym jest „Dla nas najważniejszy jest Klient!”. Najwyraźniej ten „Klient” to biały, heteroseksualny i naiwny mężczyzna.

Dla dobra nas wszystkich: niech Leonardo DiCaprio dostanie już Oscara

To trwa za długo i mam wrażenie, że Leonardo także zdaje sobie z tego sprawę. Akademia wyraźnie uwzięła się na DiCaprio, a ten dwoi się i troi, by w końcu zdobyć upragnioną statuetkę. W „Zjawie” boleśnie to widać.

Nie jest tajemnicą, że Akademia Filmowa najchętniej przyznaje Oscary osobom, które upokorzyły się, oszpeciły i upadły dla roli. Jeśli w tym roku miałoby być tak samo, to Leo powinien zgarnąć wszystkie statuetki, również za film animowany oraz efekty specjalne. Bo trzeba przyznać, że efekciarstwa „Zjawie” nie można odmówić.

DiCaprio na ekranie dwoi się i troi, by rozbudzić w nas jakiekolwiek emocje. A film, mimo rewelacyjnych zdjęć, niestety nie broni się i wydaje się jednym z najgorszych w dorobku aktora. W każdej minucie widać, że „Zjawa” powstała, by dobitnie pokazać Akademii, że Leo na Oscara zasługuje. Niestety jest to bardzo uciążliwe dla widza, a film mimo pięknych widoczków i pięknego DiCaprio (tak, jest piękny mimo krwi, brudu i słabych dialogów) zupełnie nie broni się.

Także droga Akademio, ten apel jest do was – a wiem, że namiętnie mnie czytacie. Dajcie mu tego pieprzonego Oscara i nie każcie grać dłużej w tak nudnych filmach.

Dlaczego lepiej piec buraki, niż siedzieć na Facebooku?

Facebook mnie zablokował. Przez 30 dni nie mogę lajkować, komentować, wysyłać wiadomości, obsługiwać strony fanowskie. Niby nic wielkiego, ale gdy dostajesz pięćdziesiątą wiadomość o treści „dlaczego nie odpisujesz?” robi się irytująco. Powód? Wrzuciłem na Vogule Poland post dotyczący zawłaszczenia TVP przez partię rządzącą. Miłościwie panującego pana prezesa Kurskiego nazwałem w nim Jackiem Bzdurskim. To najwyraźniej nie spodobało sie pisowszczykom, bo zgłosili post administratorom. A Facebook prewencyjnie dał mi nauczkę. Smutne, że Krystyna Pawłowicz, Paweł Kukiz i pomniejsze pomioty prawicy mają prawo obrażać, poniżać, grozić i szydzić ze swoich przeciwników, a gdy ktoś zagra słowem i postanowi wyśmiać sytuację, nie osobę, to jest blokowany. To po raz kolejny dowodzi, jak rewelacyjnie zmobilizowane są prawicowe trolle, a jak mizerna w sieci jest lewica. Cóż, nie tylko w sieci niestety…

Dużo się dzieje. „Nowy rok, nowy ja!”, chciałoby się wykrzyknąć, ale wszystko wciąż takie samo, a jakby i gorsze. Bowie nie żyje, zwolnili sporo moich znajomych z mediów publicznych, a ja mimo teoretycznej diety jestem coraz grubszy. W ramach protestu przeciw złemu światu zrezygnowałem z prenumeraty „Gazety Wyborczej”, „Kropkę nad i” oglądam tylko wtedy, gdy Monika Olejnik założy nowe buty, a pogrążam się w penetrowaniu Netflixa.

Zmęczony całym tym szaleństwem w mediach, wrzaskami Pawłowicz, tweetami Lisa, blokadą na Facebooku i powiększającym się brzuchem (ratunku!), postanowiłem rozpocząć mini cykl kulinarny. Przestawiałem Wam już moją wizję gołąbków, teraz czas na sałatkę Batarak – nazwa własna powstała z połączenia batatów i buraków.

Potrzebujemy:

  • 2 dorodne bataty
  • 0,7 kg buraków
  • przyprawy
  • oliwa z oliwek

Przygotowanie:

Bataty i buraki dokładnie myjemy w ciepłej wodzie. W międzyczasie rozgrzewamy piekarnik do 180 stopni bez termoobiegu. Po umyciu zawijamy buraki w folię aluminiową – każde warzywo oddzielnie. Bataty kroimy – w łódeczki, talarki… Jak chcecie.

IMG_0136

Następnie na blasze lub w naczyniu żaroodpornym wylewamy odrobinę oliwy. Kładziemy w niej aluminiowe kule buraczane oraz pokrojone bataty. Zalewamy wszystko jeszcze oliwą, sypiemy przyprawy na ziemniaki i zamykamy w rozgrzanym piekarniku. Po około godzinie zaglądamy i sprawdzamy za pomocą widelca miękkość buraków i batatów. Warzywa są gotowe jeśli widelec bez problemu wbija się w nie. Prawdopodobnie pierwsze dojdą buraki, więc wyjmujemy je, by zachowały swoją formę. Gdy je wyjmiemy, możemy podkręcić temperaturę do maksymalnie 200 stopni. Czekamy kolejne pół godziny i sprawdzamy bataty dalej, aż osiągną miękkość.

Później wyjmujemy doprawiamy czym chcemy (proponuję albo posiekane chilli albo wyciśnięty sok z cytryny – w zależności od gustów, możemy w sałacie wykorzystać oliwę użytą do pieczenia.

IMG_0137

Gotowe, można jeść i zapomnieć choć na chwilę o tym, jak żenujący jest nasz gatunek. Do posiłku polecam zapętlić sobie ten filmik:

Wskazówki:

  1. Surowe buraki ważą o wiele więcej niż gotowane czy pieczone. Pamiętaj o tym kupując produkty.
  2. Krojenie batatów może nie być łatwe, gdyż surowe są bardzo twarde. Wyposaż się w tipsy Iwony Węgrowskiej lub piłę spalinową.

Smacznego!